Jeśli przebrnęliście przez pierwszy etap kompleksowej wymiany kondensatorów w swoich Yamahach, brzmienie, które uzyskaliście powinno być już całkiem przyzwoite. Jeżeli nie jest, niestety nie polecam przechodzenia dalej. Trzeba je najpierw doprowadzić do przyzwoitości, by czuć było potencjał i wzrost jakości. Powodem są źle dobrane kondensatory, elementy nieoryginalne z niepewnego źródła, lub też wstawienie w każde z miejsc, kondensatorów jednego typu – to raczej nigdy się nie sprawdza. Bez poprawy elementów z części pierwszej, będzie trudno odnowić wzmacniacz na wysokim poziomie brzmieniowym.
Przy ocenie wprowadzonych zmian, zdecydowanie polecam obiektywizm. Nie można popaść w hurra optymizm i samo zachwyt, bo nigdzie nie zajdziecie. Warto dużo słuchać i najpierw nauczyć się „nowego” brzmienia, bo będzie na pewno inne. Wyczuć co Wam się podoba, a czego brakuje. Dobrze jest sprawdzić, jak to gra na innych kolumnach. Słuchać muzyki z przyzwoitego źródła, a najlepiej porównać kilka. Konieczne jest odsłuchanie na różnych gatunkach muzycznych. Pozwala to wychwytywać różne aspekty dźwięku, które niekoniecznie wysłuchamy w konkretnym gatunku, a przy okazji, poszerzycie horyzonty.
Osobiście zdecydowanie polecam kierować się zasadą zrównoważenia tonalnego. Pilnować by na kolejnych etapach wyboru i wymiany elektrolitów, brzmienie nie uciekało w stronę jasności, przesadnego ciepła, przekolorowania czy ciemności. Unikamy też „dziur” w paśmie. Słuchajcie innych szczegółów z nim związanych: jaka jest przestrzeń, czy dźwięki się nie zlewają, czy są klarowne, czyste, jak wybrzmiewają rzeczywiste instrumenty, czy bas jest wystarczająco energiczny, czy nie zlewa się w basową papkę, jak brzmią wokale – szczególnie kobiece i jaka jest spójność całości przekazu… ale też moim zdaniem najważniejsze – czy w muzyce są emocje i jak na nas oddziałują! Unikamy płaskiego i suchego przekazu, choćby był bardzo efektowny. No chyba, że tego szukacie…
Na tym etapie musicie już włożyć dużo własnej inwencji, nie będę podawał konkretnych typów, które najlepiej wstawić. Jeżeli chce się uzyskać coś bardzo dobrego, trzeba mieć ambicje i samemu nauczyć się je znajdować oraz oceniać i porównywać. Nie ukrywam, że poszukiwania trochę kosztują i nie da się tego zrobić za kilka złotych. Niemniej jednak, bez przesady, nie są to też gigantyczne sumy. Co ważne, nie da się tutaj już wymieniać elementów hurtowo. Nad każdym trzeba się skupić i niejednokrotnie, w niektórych punktach w mojej pracy nad Yamahą A-1000, konieczne było sprawdzanie nawet kilkunastu kondensatorów, różnych typów i producentów. Cierpliwość i samodyscyplina będą zdecydowanie potrzebne. Uważajcie też na lutowanie, kilkunastokrotna wymiana elementu w jednym miejscu, może doprowadzić do uszkodzenia ścieżek, a tego nie chcemy.
Działamy…
Poniżej znany już Wam schemat końcówki mocy z oznaczonymi kondensatorami, którymi po kolei się zajmiemy:
C191,193 (kanał L) C192,194 (kanał R) – 2,2uF/100V (czerwone okręgi) – Kondensatory te, są obejściem rezystorów kolektorowych, komplementarnego wtórnika emiterowego, dla sygnału zmiennego. Jak widzimy, są dość małej pojemności 2,2uF i zdecydowanie warto pokusić się o wymianę na kondensatory foliowe. Będzie to znaczny postęp jakościowy dla naszego dźwięku. Przede wszystkim wzmacniacz zyska na czystości, co sprawi, że usłyszycie więcej detali, będących w nagraniach. Zależnie od użytego typu, poprawie też może ulec bas, jego natężenie i głębia. Ogólnie, do stanu poprzedniego, dźwięk nabierze kunsztu, co usłyszycie wyraźnie. Ja osobiście z elektrolitów sprawdziłem tylko Elnę RFS, ale nawet nie będę pisał, jak gra. Wyszukajcie sobie kondensator foliowy i go tam wstawcie. Posłuchajcie polipropylenowych, poliestru metalizowanego czy ew. siarczku polifenylenu lub co jeszcze uznacie za stosowne, a się zmieści. Z tym może być problem, bo otwory i miejsce przewidziane na ten element, są dla małego kondensatorka z wyprowadzeniem 5mm. Dlatego Wasze muszą mieć długie nóżki, żeby można je było odpowiednio wyprofilować. Perfekcjoniści stwierdzą może, że długie nóżki to błąd w sztuce, ale zysk z takiej operacji wielokrotnie przewyższa ewentualne straty. Posłuchajcie chociaż, ze dwóch, trzech typów, żebyście wychwycili różnice i co Wam się bardziej podoba. Zależnie od użytych konkretnych typów, możecie się spotkać z wyostrzeniami wysokich tonów, przebarwieniu średnicy, utracie głębi czy suchości, a nawet sztucznego nalotu. Dlatego po wymianie, bezwzględnie, za każdym razem dość intensywnie słuchamy. Większość z foliowców zaraz po zamontowaniu gra troszkę ostro, dochodzą do siebie po wygrzaniu, ale to nie są jakieś super zmiany barwowe, czy coś. Po prostu, ta ostrość łagodnieje. Jednym z typów, które możecie sprawdzić, jest np. Panasonic ECQ-E z dielektrykiem z metalizowanego poliestru. Mi nie do końca on pasuje, bo wyostrza średnicę w tym miejscu i zbyt „dźwięczy”, ale jest tani (ok. 7 zł/szt.) i ma względnie małe rozmiary. Nawet jeśli ostatecznie, Wam też nie przypasuje, usłyszycie, jaką zmianę jakościową przynosi zmiana na kondensator stały, względem elektrolitycznego i będziecie mieli porównanie z innymi.
C105,171 (kanał L) C106,172 (kanał R) – 2,2uF/25V BP (różowe okręgi) – Ustalają wzmocnienie i pasmo przenoszenia dla wzmacniacza operacyjnego układu DC SERVO. Ponieważ pojemność, to też 2,2uF, postępujemy identycznie, jak w przypadku poprzednich. Po takiej wymianie, zysk jakościowy staje się pełny. Zresztą, konieczne są bipolarne, a tych, dobrych brzmieniowo, ze świecą szukać, więc to kolejny argument za wymianą na foliowe. Nie każdy z Was być może chce, aż tak bardzo wyciągać naukę przy każdym stopniu, dlatego w tym wypadku, myślę że dopuszczalna jest wymiana tych kondensatorów, razem z poprzednimi, za jednym zamachem. Choć zawsze jest to jakaś strata cennych wniosków, które można wyciągnąć. U mnie najlepiej sprawdziły się identyczne typy w obu stopniach, co nie znaczy, że nie warto pokombinować.
Przy okazji, podpowiem jedną rzecz. Ponieważ kondensatory dłużej lub krócej powinny się „wygrzać”, trochę utrudnione są szybkie odsłuchy i wymiany. Jeśli jednak próbujecie jakiegoś typu i brzmienie jest dalekie od oczekiwanego, nie traćcie czasu i sprawdzajcie kolejny. Cudów nie ma i nagle z byle czego, nie zrobi się wspaniale. Na dłuższe odsłuchy, zostawiajcie te z nich, które już na początku dają dobre nadzieje.
Żeby było pod ręką, jeszcze raz płyta z oznaczonym położeniem kondensatorów:
Jeśli zrobiliście już wymianę z poprzednich punktów to… Oczywiście robimy sobie dłuższą przerwę i słuchamy ! Dobrze chociaż ze 2-3 dni zapoznawać się i oceniać aktualne brzmienie. Dla tych z Was, którzy nie mieli jeszcze do czynienia ze sprzętem na tym poziomie, ostatnie zmiany mogą być nowym doznaniem i muzykę którą słuchaliście, możecie odkrywać na nowo. Warto poświęcić troszkę więcej czasu na „zaprzyjaźnienie” się. Przy okazji, coraz wyraźniej będzie odczuwalna jakość źródła. Dobrze posłuchać na innym, a i na innych kolumnach, ponownie by się przydało. Ja osobiście wykonałem tę wymianę po tej, którą opisuję w następnym punkcie. Wydaje mi się, że to lepsza droga, jednak nie mam pewności, gdyż taka kolejność może sprawić, że wzmacniacz zacznie grać bardzo ostro. Gdyby tak się stało, przejdźcie do następnego punktu i wróćcie tu z powrotem, gdy okiełznacie tę ostrość, kondensatorami z następnego poziomu. Jednak nawet gdyby tak było, sam zysk jakościowy, został już osiągnięty i nie ma czego żałować.
Przechodzimy dalej…
C127,129 (kanał L), C128,130 (kanał R) – 100uF/6,3V – (na schemacie kolor zielony) To bardzo ważne kondensatory, z tego powodu, że są w zasadzie jedynymi elektrolitami w całym wzmacniaczu, przez które przechodzi bezpośrednio, sygnał, w pełni wzmocniony napięciowo. Są 4 sztuki, po dwie na kanał, osobno wysterowujące bazy tranzystorów NPN i PNP, z pominięciem stałoprądowego ustalenia punktu pracy, wtórnika, który to steruje już przedostatnim stopniem końcówki mocy – tranzystorami sterującymi, czyli tzw. driverami. Ja osobiście w tym miejscu, dokonałem najwięcej prób, by znaleźć te właściwe. Było to przynajmniej 15 różnych typów, bodajże 7’iu producentów. Były bipolarne, nieprodukowane już Elny Carafine czy polimerowe FP-Cap’y oraz przereklamowane w takich miejscach tzw. Low ESR’y. Niestety zdecydowana większość z nich, kompletnie nie spełniała oczekiwań. Jedne grały tak jasno, jakby tylko tweetery były sprawne, inne tak kotłowały muzykę, że dźwięki zaczynały się zlewać. Jeszcze inne, tak ją zmulały, że odnosiło się wrażenie spowolnienia… Przy poszukiwaniach, nie skupiajcie się na tym, że oryginały są na 6,3V – to ślepy zaułek. Tutaj zaczynają się pojawiać, choć jeszcze nie duże, to już realne, prądy, a takie nowoczesne „pipidówki” tracą powietrze i spłaszczają przekaz. Wielkość oryginału odpowiada współczesnym na 25-35V, a nawet na 50V. Nie chcę się nad Wami znęcać, bo wiem, ze podczas poszukiwań idealnego wyboru w te miejsca, może dopaść rezygnacja. Polecę Wam ten sam, poczciwy Rubycon ZLJ 100uF/35V, który oczywiście, ma swój typowy problem z dociążeniem, ale powinien nadać na tyle charakteru i klasy, że nie zgubicie dobrego kierunku w dalszych poszukiwaniach. Będzie też dobrą skalą porównawczą w stosunku do reszty. W moim wzmacniaczu zagościł na długo, choć stale myślałem i przeszukiwałem katalogi, czym lepszym mógł bym go jeszcze zastąpić. W końcu się udało, niejako z konieczności, kiedy całość była na ukończeniu i jasne było, że trzeba do nich wrócić.
Podczas prac nad tymi elementami, te z nich, które w miarę dobrze rokują, przydatnie jest zostawić, by pograły ze 2 dni. W tym czasie słuchajcie „ich” i zapamiętujcie szczególne cechy. Taka wiedza zdecydowanie pomaga w doborze kondensatorów – doświadczeniem, a nie na chybił-trafił. Pomoże tym bardziej, że już jakieś to brzmienie jest i niejednokrotnie będziecie chcieli poprawić tylko jeden z aspektów, a nie zmieniać całkowicie charakter. To jasne, że po tych „paru” wymianach, nie będziecie jeszcze guru, ale solidna nauka, da solidne podwaliny. A te się przydadzą już za chwilę.
C169,170 – 10uF/25V (kolor niebieski) – Wracamy do układu DC SERVO z pierwszej części re-capu naszej tytułowej Yamahy A-1000. W skrócie, układ ten dba, by w sygnale nie było składowej stałej. Kondensatory, którymi się teraz zajmujemy, filtrują zasilanie dla wzmacniacza operacyjnego, tego układu, tym samym nadając mu część swojego charakteru. Niech Was nie zwiedzie, pozorne ich oddalenie od samej ścieżki sygnałowej. To kolejny ważny element naszej układanki, który ma realny i słyszalny wpływ. Co wstawić w te miejsca? To Wy słyszycie, jak gra Wasz wzmacniacz w tym momencie i to Wy musicie zacząć już określać, czego oczekujecie. To bardzo dobre miejsce, w którym poprzez wybór elektrolitu, możecie wpłynąć na dalsze losy. Możecie chcieć dodać trochę basu, wysunąć wysokie czy średnie tony. A może którychś jest za dużo? To też można skorygować. Przez doświadczenia z poprzednich prac, powinniście mieć już pewne pojęcie, jak grają poszczególne serie i to zdecydowanie moment, by tej wiedzy użyć.
Przy okazji podpowiedź: wiele ze współczesnych produktów, oferowanych jest od pojemności 22uF. Szkoda je pominąć w odsłuchach, dlatego myślę, że dopuszczalne w tym momencie jest, odstępstwo od oryginalnej wartości 10uF. Tym bardziej, że ta większa pojemność, poprawi warunki pracy wzmacniacza operacyjnego.
Sądzę, że na tę odsłonę przygody z Yamahą A-1000, wystarczy. Na tym poziomie, „tysiączka” może grać już naprawdę porządnie. To nie koniec przygody i mam nadzieję, że uczyniliście dobre wybory i przyjemność słuchania jest już znacznie lepsza niż na początku. Jeśli tak, warto zanurzyć się w muzyce, by nabrać sił i chęci, na to, by było jeszcze lepiej, a przede wszystkim, by praca była kompletna.




